Beatyfikacja

Wiadomość o terminie beatyfikacji Sługi Bożego Jana Pawła II zrobiła na mnie wielkie i radosne wrażenie. Wszyscy spodziewaliśmy się tej wiadomości już od pogrzebu Ukochanego Papieża, kiedy to cały świat ogłosił Jana Pawła II Wielkim i Świętym.

Ze szczerą, radością i przejęciem rozpoczęliśmy w biurze REDYK TRAVEL przygotowania do wyjazdu na uroczystości beatyfikacyjne.

Telefony z zapytaniami o wyjazd rozpoczęły się zaraz po podaniu informacji. Ludzie zgłaszali się masowo. Nie spodziewaliśmy się jednak, że napotkamy aż na takie trudności w rezerwowaniu hoteli. Chodziło o miejsca, cenę i odległość od Watykanu. Po trzech dniach poszukiwania udało się dostać hotel 4-gwiazdkowy w dość bliskim dystansie. W dwóch innych hotelach otrzymaliśmy miejsca dla osób indywidualnych. Z rezerwacją autokaru nie było problemu. Pan przewodnik (w języku polskim) zarezerwował sobie czas dla naszej grupy. Opiekę duchową nad pielgrzymką objął Ks. Sławomir Kurc z parafii św. Daniela Proroka. Oprócz Rzymu i Watykanu ułożyliśmy dodatkowy program zwiedzania Włoch. Osoby, które pragnęły być obecne na tym historycznym i wzruszającym wydarzeniu beatyfikacji Jana Pawła II nie zapomną, tych emocjonalnych dni do końca swojego życia. Ludzie udawali się do Rzymu, aby w dniu 1 maja 2011 stanąć na Placu Świętego Piotra i usłyszeć słowa “Od dzisiaj Jan Paweł II Błogosławiony” i modlić się do Niego w różnych intencjach przywiezionych w swoich sercach. Czuliśmy duchową obecność “Błogosławionego” Jana Pawła II. Patrzył na nas z góry i błogosławił. Ogromne tłumy dorosłych, młodzieży i dzieci dziękowały Bogu i Matce Bożej za łaskę, wspólnej modlitwy i dziękczynienia za Błogosławionego Jana Pawła II.

 Janina Duda

Redyk Travel Organizator pielgrzymki

 

Poniżej wspomnienia przeżyć z beatyfikacji naszego przewodnika

Wojciecha Wożniaka.

 

Nie lękajcie się

“Nie lękajcie się, otwórzcie na ościerz drzwi Chrystusowi” głosił największy napis w języku włoskim na Placu św. Piotra w Rzymie podczas Mszy św. beatyfikacyjnej w dn. 1 maja 2011 roku. I rzeczywiście, ponad 1,5 min. ludzi, w tym 300 tys. Polaków, zapragnęło w sposób szczególny, bo poprzez osobiste przybycie do Wiecznego Miasta, dać światu świadectwo swojej wiary, oddać hołd największemu z Polaków i powiedzieć Mu osobiście: “Nie lękamy się”. Ponad 2 mld. ludzi przeżywało beatyfikację przed ekranami telewizorów. Tak było najprościej. Jednak ci, którzy postanowili osobiście wziąć udział w uroczystościach znacznie łatwiej uświadomili sobie, jak wielkich rzeczy dokonał Jan Paweł II, wypełniając swoją ziemską misję następcy św. Piotra. Cały świat ma świadomość, że my Polacy właśnie Jemu zawdzięczamy naszą wolność, że On otworzył świat dla zniewolonych narodów, ale też ” otworzył dla Chrystusa społeczeństwa, kultury, systemy polityczne i ekonomiczne, odwracając z siłą olbrzyma tendencję, która wydawała się być nieodwracalna” . Jednakże dopiero tutaj w Rzymie, w dniu 1 maja uprzytomniliśmy sobie, że już podczas swojej pierwszej, uroczystej Mszy św. pontyfikalnej zapowiedział wszystko to, czego dokonał podczas 27-letniej posługi na Tronie Piotrowym. On pomógł chrześcijanom na całym świecie by nie lękali się być chrześcijanami, nie lękali się należeć do Kościoła i głosić Ewangelię. Pomógł nie lękać się prawdy, gdyż tylko prawda daje gwarancję wolności. Jego duchowa obecność wtedy, tam w Rzymie stworzyła niewyobrażalną atmosferę chrześcijańskiej miłości do drugiego człowieka i jednocześnie głębokiej potrzeby ofiarowania od samych siebie czegoś dla wiary, dla Bożej Chwały tak, jak On to czynił przez całe swoje życie.

Dane mi było przewodniczyć pielgrzymce Redyk Travel z grupą Podhalan z Chicago, którzy w większości cały swój roczny urlop poświęcili, aby złożyć hołd “naszemu papieżowi”. Nie liczyli się z kosztami, nie brali pod uwagę swoich możliwości fizycznych, będąc często schorowanymi i niejednokrotnie w poważniejszym już wieku. Nie wyobrażali sobie rezygnacji z jakiegokolwiek punktu programu uroczystości, a przecież mieliśmy do dyspozycji bardzo wygodny 4-gwiazdkowy hotel, w którym w każdym momencie można byłoby chociaż trochę odpocząć. Z jakąż ofiarnością zadeklarowali, że po wieczornej uroczystości na Circus Maximus pozostaną na całonocnym czuwaniu modlitewnym, w oczekiwaniu na wejście na Plac św. Piotra, aby następnego dnia uczestniczyć we Mszy św. beatyfikacyjnej. Przez 33 godziny trwali “na nogach” w regionalnych, pięknych choć niezbyt komfortowych strojach góralskich, bez chwili odpoczynku, w tłumie pielgrzymów, przy zmiennej pogodzie. Ponad milion osób przez całą noc okupowało okolice Watykanu, aby o 10-tej rano być jak najbliżej ołtarza. Dawało się słyszeć: “to dla Niego, On o wiele więcej poświęcał się dla nas”. Wszyscy uznawali, że On sam czuwał nad pielgrzymującymi. Przecież dziesiątki ludzi traciły przytomność, mdlały, jednakowoż nikt nie zginął, nie był stratowany, nie było żadnych awantur. Nie da się przecenić pracy młodych wolontariuszy, dziewcząt i chłopców, którzy, niemalże jak aniołowie na skrzydłach w żółtych kamizelkach, przemieszczali się w ścisku, niosąc pomoc, nie tylko medyczną, będącym w potrzebie. Wreszcie fantastyczna młodzież; włoska, hiszpańska, francuska,

niemiecka, słowacka, chorwacka i polska, wypełniająca Jego proroczą refleksję: “Szukałem was a teraz wy przyszliście do mnie”. Religijne pieśni w młodzieżowej aranżacji przy akompaniamencie gitar, fletów, bębenków i innych instrumentów muzycznych, szczególnie “Barka” i “Po górach, dolinach” w wielojęzycznym wykonaniu, koiły i łagodziły trudy wielogodzinnego czuwania. Nie mogło być inaczej, kiedy to po pochmurnej i trochę deszczowej nocy i nieco chłodnym poranku, tuż przed rozpoczęciem Eucharystii, niebo wybłękitniało i już do końca dnia pełnym blaskiem świeciło piękne słońce. Doniosłością samego aktu beatyfikacji zajęła się już wcześniej większość środków masowego przekazu. Niemniej jednak nie można nie wspomnieć o niezwykle błogim widoku trwających w rzadko spotykanej, głębokiej, modlitewnej postawie setek tysięcy pielgrzymów, o “morzu łez” szczęścia i wzruszenia wylanych przez pątników w momencie, kiedy papież Benedykt XVI wygłaszał formułę beatyfikacyjną kończącą się słowami: “….mocą naszej władzy apostolskiej zezwalamy, aby Czcigodnemu Słudze Bożemu, Janowi Pawłowi II, papieżowi, przysługiwał tytuł błogosławionego i aby można było obchodzić jego święto w miejscach i w sposób ustanowiony przez prawo co roku 22 października. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”. Na gromkie “Amen” w niebo poszybował niesiony czerwonymi balonami ogromnych rozmiarów napis: “DEO GRATIAS”.

Duchowej obecności Błogosławionego Jana Pawła II pielgrzymi upatrywali do końca pobytu w Wiecznym Mieście. Następnego dnia na dziękczynnej Mszy Świętej odprawianej także na Placu św. Piotra, przy udziale równie ogromnej rzeszy pielgrzymów, dało się zauważyć nie spotykaną dotąd liczną obecność, ludzi chorych, chromych i kalek, którzy wraz ze swoimi najbliższymi za pośrednictwem Błogosławionego Jana Pawła II wypraszali łaskę zdrowia. Jego działanie dostrzegano w bardzo prozaicznych sytuacjach, jak np.:

-   utrudzeni uczestnictwem w uroczystościach, próbowaliśmy dostać się metrem do umówionej z kierowcą autobusu dowożącego nas do hotelu, stacji. Po wyczerpującym marszu do przystanku metra okazało się, że była awaria i metro  nie funkcjonowało. W jednej chwili udało nam się “złapać” pusty autobus miejski, który bez opóźnienia dowiózł nas do umówionego miejsca.

-   w dniu odlotu okazało się, że terminal, z którego mieliśmy odlecieć do domu nie był tym właściwym i w tym samym momencie podjechał do nas autobus lotniskowy, którym w komplecie przemieściliśmy się na odległe, właściwe miejsce.

Dało się słyszeć: “On jest z nami, czuwa nad nami, ochrania nas.” Czy to były tylko pielgrzymie skojarzenia? Uwierzmy więc w moc Jego   świętości, kierujmy się w naszym życiu Jego wskazówkami, módlmy się do Niego, prośmy o potrzebne łaski, zawierzmy nas samych i naszych najbliższych dobremu Bogu. Nie lękajmy się.

Wojciech Woźniak

przewodnik-pielgrzym